Marika: Chcę być człowiekiem, w którego towarzystwie dobrze się czuję

W ubiegły wtorek dowiedziałam się, że jestem egzaltowaną idealistką z tendencjami ekstremistycznymi. Ta nowa zaskakująca wiedza zmusiła mnie do refleksji. Istotnie, w niejakiej kontrze do świata, w którym w mordę dają, ja uparcie nie chcę się uczyć tak zwanego zdrowe¬go rozsądku. Przeciwnie, mój radykalizm zdaje się eskalować, mimo że swego czasu myślałam, że będzie wprost przeciwnie. 

Że im dłużej się żyje, tym mniej rzeczy cię dziwi i tym częściej je relatywizujesz, bo różne życiowe sytuacje weryfikują pierwotnie przyjęte ideały, wprowadzając od nich wyjątki, w końcu podważając ich zasadność in genere. Obecnie jestem w trakcie intensywnych szkoleń na kogoś w rodzaju Jedi, chociaż ideał Jedi jest jednak zanadto wyprany z emocji, bardziej adekwatny będzie tu etos rycerza pokroju Tolkienowskiego Aragorna. Na razie różnie z efektami, ale idzie ku dobremu. Każdego dnia przypasuję miecz i idę na te smoki. Po co tam łażę? Nie, dlatego że chcę umieć sprawnie pacyfikować tych, co stają mi na drodze, nie mieszczą się w moim aktualnym planie, ludzi, których interpretuję jako wrogie, zagrażające mi siły. Przeciwnie, zbroję się i staczam potyczki wewnętrzne, żeby tych ludzi nie pacyfikować, żeby ich zrozumieć, umieć się z nimi dogadać i nie traktować jak konkurencję. Walczę ze skłonnością do oceniania, kategoryzowania. Jest cholernie ciężko, ale nie zrażam się i robię niejakie postępy. Chodzi o to, żeby, jak u Niemena, „nie zabijać słowem tak jak nożem” kogoś i siebie. Bo destrukcyjna myśl zabija nie tylko tego, do kogo jest kierowana, lecz przede wszystkim tego, który ją pomyśli i potem w sobie karmi, hoduje i rozwija.

Dzisiaj na przykład siedzę za kółkiem i kobiecina w clio zajeżdża mi drogę. Pod nosem mruczę: „Co robisz, babo! Ślepa jakaś?”. W tym momencie słyszę głos mojego wewnętrznego komentatora, którego roboczo można określić mianem trenera, który mówi: „Stop, nie hoduj tej myśli w sobie. Spójrz pod innym kątem”. Potem w pośpiechu wsiadam do pustej windy, orientując się po chwili, że jest w niej najarane na sztywno i że ktoś, kto to zrobił, skończył też z fasonem, gasząc kiepa na podłodze. Jestem wkurzona! Bo muszę to wdychać, bo ktoś niszczy windę i niweczy robotę pani Basi, która tu rano sprzątała. Nic nie mówię. Ale swoje myślę i krzyczę do wewnątrz wyrazy brzydsze niż „gruczoł” i „biustonosz”. Błyskawicznie słyszę głos: „Stop, nie hoduj tej myśli”. Po pierwsze, może kobieta w clio ma fatalny dzień, jesteśmy tylko ludźmi, nie masz o niej pojęcia. Nie redukuj jej do tego pojedynczego zachowania. Zobacz w niej siebie, jest krucha i delikatna. Nie patrz na nią z góry, z pozycji kogoś lepszego, nieomylnego. Nie jesteś nieomylna, popełniasz błędy. Być może ona jest świetnym mikrobiologiem, kartografem albo położną? Może jutro ty popełnisz błąd w tej lub w innej dziedzinie, chcesz być w związku z tym rozjechana czołgiem czyjejś krytycznej opinii? Po drugie, ilekroć w ten sposób myślisz o ludziach, trenujesz swoje serce do oceny, pogardy, okrucieństwa. Może i w małym wydaniu, ale jednak! Co z tego, że nie wypowiesz tych myśli w kierunku tych ludzi. Prędzej czy później je wypowiesz, bo ci puszczą nerwy. A nawet jeśli nie, zapaćkasz takim błotem swój umysł, serce. Całego swojego człowieka w sobie zainfekujesz taką wrogą myślą, pozwolisz jej w sobie zamieszkać, rozsiąść się i włożyć szczoteczkę do kubka w łazience. Taka myśl ma niestety właściwość magnesu i przyciąga kolejne sobie podobne. Grupują się łobuzy i mają uzurpatorskie tendencje, kolonizacyjne wręcz!

Pamiętasz, jak u Andersena okruch szkła trafił w serce Kaja? Sprawił, że milimetr po milimetrze zlodowaciało całe serce chłopca. Ta baśń jest totalnie mądra i totalnie piękna. Tylko ją zapomniałaś. Zazwyczaj bagatelizujesz takie mechanizmy w sobie, takie okruchy. Myślisz, ej, to przecież tylko takie tam okruchy, to nie ja. Na zewnątrz jestem przecież uprzejma. Ja to ja, a ta sytuacja sama się prosiła o taki komentarz. Cóż za naiwność i ignorancja! Przecież to cię zmienia od środka. Jeśli nawet założysz, że na zewnątrz pozostaniesz czarująco uprzejma, ale pozwolisz tym myślom w sobie pracować, będzie to wymagało od ciebie samokontroli, nieustannego skupienia, napinania sprężyny, która w końcu puści, bo nikt nie ma siły ciągle zużywać masy energii na samokontrolę sprzeczną z tym, co się rzeczywiście w nas wyrabia. Poza tym taka dwubiegunowość to istna choroba psychiczna. Kim ja w końcu jestem? Co wiem o sobie i czy myślę o sobie z sympatią i czułością jak o kimś dobrym, skłonnym do rozprzestrzeniania dobra? Mam wrażenie, że to jest samonapędzający się mechanizm, prawdziwe perpetuum mobile. Jeśli będę dobrze traktować siebie, jest szansa, że będę innych traktować analogicznie, ale żeby do¬brze traktować siebie, muszę traktować innych dobrze, w przeciwnym wypadku poczuję do siebie odrazę. Wtedy nici z myślenia o sobie z sympatią i czułością. I tak w kółko. Paradoksalnie, im bardziej usmaruję się od środka, tym bardziej się sobie wydaję krystalicznie czysta, słabiej słyszę ten wewnętrzny głos: „Zachowałaś się dość okrutnie, stać cię na coś innego, coś znacznie lepszego”. Proporcjonalnie wzrasta moja umiejętność uzasadniania, że ze mną jest wszystko okej. To świat się uwziął. Nie chodzi oczywiście o to, żeby się nieustannie karcić, że takie myśli w ogóle przychodzą, chodzi o to, by ich po pro¬stu nie hodować. Nie pozwolić im się kolonizować. To niszczy.
Tymczasem pani w reklamie kosmetyków mówi „Jesteś tego warta!”. A ja myślę sobie: no jasne! A potem: ej, przecież ostatecznie wszyscy uczyliśmy się biologii i nawet jeśli nie uważałeś, wiesz, że ciało to tylko flaki i mięso, które prędzej czy później odpadnie od kości, nawet tych wyjątkowo eleganckich i dystyngowanych, jak u supermodelek. Czego więc jestem właściwie warta? Wyglądania zgodnie z jakimś aktualnie uznanym za jedynie słuszny przez właściwie-nie-wiadomo-kogo kanonem piękna? Wysmarowania się jakimś turbospecjalistycznym drogim mazidłem? Mam potem leżeć, pachnieć i czuć się spełniona? Może jestem warta nagród, dyplomów, medali i certyfikatów? Przeglądania się w oczach ludzi i napawania się ich podziwem i aprobatywnymi komentarzami? To ma mnie zaspokoić, uszczęśliwić?

Cały ten szum wokół mobilizuje mnie nieustannie i przynagla do osiągania lepszego wyglądu, powiększania zasobu wiedzy i rozwoju różnych umiejętności. No i super. Biorę i rozwijam. Ale czasem myślę, że jest strasznie dużo ludzi sukcesu, ludzi biznesu, ludzi mediów i innych takich, ale brakuje ludzi, którzy leczą swoją obecnością, ludzi zaprowadzających w swoim otoczeniu pokój, przywracających godność innym ludziom i wszystkiemu, co żyje. Brakuje bajarzy, którzy opowiedzą piękną starą historię, z której płynie uniwersalna mądrość. Dzięki takiej mądrości moglibyśmy na moment poczuć swoją ludzką klasę, którą zatraciliśmy, tucząc kolejną gęś na foie gras i robiąc sobie dobrze w łazience. Zamiast bajarzy mamy dostarczycieli newsów, zasad i wskazówek, w których gąszczu się gubimy. To wszystko, te wszystkie informacje i uwagi bardziej przypominają instrukcję obsługi pralko-suszarki niż mądrość, która pomoże mi przeżyć życie pięknie i świadomie. Chcę być człowiekiem, w którego towarzystwie ja sama dobrze się czuję i inni czują się dobrze, znika ich lęk, pęd do nie  wiadomo-czego, smutek, wstyd. Chcę być takim człowiekiem. Ludzie przestają tego chcieć. Myślę, że TEGO właśnie jesteśmy warci. Czemu już prawie nie mamy takich aspiracji? Czemu zadowalamy się sukcesem i fizycznym pięknem najczęściej zredukowanym do seksualnej atrakcyjności? Tylko tyle? Serio? Tylko tyle?!

Marika

Marika Marta Kosakowska urodziła się w 1980 roku w Białymstoku. To młoda autorka tekstów, wokalistka i kompozytorka. Marika zaczynała w 2002 roku od brzmień reggae-soul. Na koncie ma książkę Antydepresanty, 4 płyty i liczne gościnne udziały. Kilka lat pracowała w radio i telewizji (m.in prowadziła The Voice of Poland). Nominowana do Fryderyków i Superjedynek. Występowała na największych krajowych festiwalach i wielokrotnie reprezentowała Polskę poza granicami: we Francji, UK, USA, Indiach, Chinach. Nowa Marika to poszukiwanie odpowiedzi na najważniejsze pytania i nieustająca wiara w Boga, sens życia, działania i czucia.

http://www.empik.com/antydepresanty-kosakowska-marika-marta,p1121684353,ksiazka-p

→ Pytanie coachingowe: W skali od 1 do 10 oceń jak dobrze czujesz się w swoim towarzystwie?